:..:| ..:| |..-.. .::":.., :.:;


księga * linki

klik: TOUCHÉ MAGAZINE

• godz: 17:50 data: 2011.07.7


Znów coroczny koszmar lipcowy dotknął moje ostatnimi czasy kruche ciało. Nie, nie jestem smutna. Nie, nie jestem zrozpaczona. Ja jestem zwyczajnie wkurwiona panującą dookoła niesprawiedliwością i koniecznością posiadania takiego, a nie innego gustu artystycznego. Wypluwam z siebie flaki, walczę do samego końca i resztką sił ocieram z czoła pot tylko po to, by dowiedzieć się, że moje fascynacje ich nie interesują i że wręcz są zjawiskiem niepożądanym. Czuję się maksymalnie ograniczona i zupełnie nie mam pomysłu, co w takiej sytuacji zrobić, by nie powtórzyła się za rok. Proszę mnie przeprogramować, przemielić maszynką z nalepką typowego polskiego kina, a na koniec wymienić duszę, choć już dawno straciła gwarancję.

Oczywiście nigdzie nie mogę znaleźć sobie miejsca i zaznać spokoju. Ciągłe pytania, prośby, zażalenia, rany wcale już nie takie boskie. A ja potrzebuję jedynie chwilki, dosłownie małego momentu spokoju, by zwyczajnie poukładać sobie w głowie myśli zapowiadające kolejny rok wegetacji, kolejny rok niespełnionego marzenia, kolejny rok jednego wielkiego gówna, w którym babrać się będę ze świadomością, ile lat starań jeszcze mnie czeka.

Może po prostu potrzebuję przemalować pokój, zaplanować układ mebli i napisać kolejny scenariusz, którego tamci i tak nie kupią, bo będzie dla nich tylko kolejną płytką bajeczką. A gdyby tylko chcieli, odkryliby, że basen w tej historii jest głębszy niż te pozorne metr dwadzieścia pięć.

If I had a world of my own, everything would be nonsense. Nothing would be what it is because everything would be what it isn't. - Lewis Carroll, Alice in Wonderland.

Komentuj(8)





• godz: 18:35 data: 2011.06.30


Przyjdzie mi niechybnie zginąć w tym szaleństwie. Tak właśnie, nie inaczej, dokona się moja zguba. Lękam się przyszłych wydarzeń nie dla nich samych, lecz dla ich skutków.
Edgar Allan Poe, Zagłada domu Usherów

Tak właśnie, bo nie inaczej, ogarnia mnie strach przed skutkami trudnej decyzji, którą podjęłam jakiś czas temu, po czym spakowałam całe swoje studenckie życie do wielkiej walizki i posłusznie wróciłam do domu – do miejsca, w którym nie czuję się ostatnio zbyt dobrze. Wkurza mnie, że domownicy używają mydła w kostce, a nie w płynie. Wkurza mnie, że w lodówce jest wszystko, oprócz jogurtu. Wkurza mnie, że obiad jest codziennie punkt trzynasta. Wkurza mnie, że mój pokój stracił duszę, a od tej ściennej czerwieni trafia mnie krwisty szlag. Wkurza mnie, że domownicy postrzegają mnie jako osobę niestabilną emocjonalnie, z nadmiarem fanaberii i zmiennym gustem. Ale najbardziej wkurza mnie to, że mają rację.

Szyba w autobusie tak pięknie dziś płakała razem ze mną. Smutno, bo znów kładę się spać jako ostatnia, często w tym samym czasie, gdy budzi się pierwsza osoba – moja mama. Nie dostałam jeszcze własnych kluczy, co zwiastuje rychły koniec mojego nocnego życia towarzyskiego, które zresztą na tych, delikatnie mówiąc, przedmieściach, właściwie równa się zero i ani trochę więcej, nawet o jedną dziesiętną. Zostali mi tylko rodzice, dziadkowie, pies i rybki.

To nie tak, że ich nie lubię czy że za nimi nie tęskniłam. Może po prostu boję się, że znowu się przywiążę aż za bardzo i po raz kolejny, za kilka lat, w nowym mieszkaniu, będę dosypywać szczyptę oregano i zastanawiać się, co jeszcze dodałaby mama, by poprawić smak. I będę dzwonić do niej (jak zwykle), by tylko zapytać, ile minut ma się gotować jajko na miękko.

Komentuj(1)





• godz: 19:44 data: 2011.05.10


Jestem chorą wyobraźnią Marty. Dzielę się na dwa, bo nie umiem dokonać wyboru: co jest dla mnie lepsze i co wolę. Choć ludzie powtarzają, że nie można mieć wszystkiego, to ja mam. Bo pierwsza część jest całkowicie różna od drugiej, dzięki czemu przeżywam życie na dwa sposoby.

Moja natura jest typowa dla każdej istniejącej i znanej mi wyobraźni mimo iż wyraża się przez głęboko zagnieżdżone ambitendencje. Normą jest nieumiejętność wyboru między croissantem z czekoladą a kremowym tortem z wiśnią. Oczywiście można by wszystko zjeść naraz, ale może lepiej profilaktycznie wyeliminować ewentualne mdłości? Bo w rzeczy samej od niezdecydowania czasem, mówiąc brzydko, rzygać się chce.

Dziś obejrzę jakiś film z Jamesem McAvoy’em, posłucham BBC Scotland (aye!), przestudiuję mapę Glasgow po raz setny popijając w trakcie szklaneczkę whisky. Szkockiej. Wszystko po to, by się upewnić, że jeszcze troszeczkę cię kocham, ale że już mi prawie przeszło.

Komentuj(0)





• godz: 18:29 data: 2011.04.13


Po długim okresie odczulających zastrzyków w moje szanowne cztery litery, wreszcie mogę stwierdzić z ulgą: właśnie w tych czterech literach teraz Ciebie mam.

A nawet będąc tam, straszliwie mnie męczysz. Czuję Twój dotyk na duszy, choć taki prawdziwy nigdy nie był nam dany. Wiesz co? Idź już sobie. Umieraj stąd.

Komentuj(0)





• godz: 14:52 data: 2011.02.8


Jestem trochę konfjuzd, z domieszką hołples i szczyptą krejziinlof.
Od tygodnia tylko nicość. Nie chcę, nie wierzę, nie rozumiem. Jedno wielkie noł!, obijające się o ścianki tętnic, skażające krew, ogarniające całe, chudsze od tygodnia o 4 kilogramy, ciało. Ta wykańczająca świadomość, że każde słowo może być tym ostatnim, że już nie będzie więcej. I że to się skończy, tak po prostu, bez braw, czułych pożegnań w stylu Bergman i Bogarta, ot tak sobie, jakby nic nie znaczyło, jakby nigdy nie miało miejsca to całe zamieszanie zwane ju ar soł, soł speszyl.

Kochany, zapamiętaj, nie będę dłużej czekać, nie będę ostatkiem sił niczego ratować, nie będę błagać własnego ja o więcej zrozumienia. Wszystkiego nie będę i niczego nie będę, od jutra, of kors. Zgadnij, co zrobię z "nie będę kochać"...

A tak przy okazji, ty istniejesz w ogóle?

To była ostatnia audycja radia miłość, dziękuję bardzo, dobranoc.


PS. Notka z lipca „1700km. Kiedyś go spotkam”. Chyba sobie żartujesz, Marta.

Komentuj(0)





• godz: 00:54 data: 2010.07.5


1700km. Kiedyś go spotkam.

Komentuj(3)





• godz: 17:57 data: 2010.05.31
bożeeeeeeee.

Są pierwsze dwie strony!

Fascynujące, że wena dopada mnie tym bardziej, im więcej muszę wkuć na zbliżającą się sesję. To jakaś dziwaczna reakcja obronna mojego organizmu na nudne i suche informacje o przetwarzaniu obrazu telewizyjnego i tym podobnych.

Też tak macie, że siadacie przed biurkiem pełnym notatek i odczuwacie przepracowanie bez zajrzenia choćby do jednej kartki?

Nie znoszę Katowic. Wszystko tu jest SKAŻONE.


Komentuj(4)





• godz: 00:07 data: 2010.05.29
weny brak.

Jezusie Maryjo, jak bardzo trudno jest przelać na papier ciekawą historię, która rozwija się w mojej głowie od dłuższego czasu i wyjść z tej głowy nie chce. Spoglądam na kalendarz, który śpiewa triumfalnie "a nie mówiłem, a nie mówiłem". I on sobie tak pod nosem nuci, a ja sobie tak pod nosem warczę.

Przyj babo, przyj!

Tegoroczny scenariusz rodzi się w bólach.

Chyba prędzej go poronię niż urodzę, tak coś czuję.


Komentuj(3)





• godz: 23:06 data: 2010.03.19


Muchy, muchy, muchy! bzz bzz.

A propos bzykania. Wokół tego obraca się absolutnie wszystko. Fabryka doznań, kluby szalonych dziwek i dogłębne badanie terenu pod zwiewnym tiulem. A u mnie łóżko psuje się wyłącznie z powodu niespokojnego snu i nadmiernych zmian pozycji... z klasycznej w embrionalną.

Sen. Znów chodzi mi po głowie ten, w którym mój dobry nieznajomy gryzie gofra z frużeliną. Zapach ten unosi się tak jakby naprawdę.

{nie mam planów na następne dwa oddechy}


Komentuj(3)





• godz: 20:35 data: 2010.03.7
samotność w wielkim mieście.

W Starbucks zamawiasz kawę i po jej odbiór wołają Cię po imieniu. Wszyscy się zachwycają tym zwyczajem, a ja się pytam, dlaczego? Skoro to takie smutne. Duże miasto, tłumy otaczających Cię ludzi, a żaden z nich nawet nie jest ciekaw, jak masz na imię i co robisz w życiu. Pozostaje Starbucks.
Wielkomiejski singiel.

{mam kota na gorącym dachu mojej głowy!}


Komentuj(2)








dawno temu w trawie.
2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień
Wykonała Claudia dla thecoracji !



Powered by 110MB Hosting